niedziela, 5 lutego 2017

Reżimowy Sex Telefon

Oglądając ostatnimi czasy reżimową tubę TVP1 nieopatrznym ruchem reki uruchomiłem archaiczny gadżet zwany Telegazetą. 


Pierwsza myśl: "To jeszcze istnieje?" Okazało się że tak, a to co po chwili ukazało się moim oczom wywołało mój najszczerszy uśmiech. Zanim Telegazeta na dobre się załadowała u dołu ekranu pojawił się kolorowy pasek wskazujący na dość obiecujące treści :

Telegazeta Sex Ogłoszenia

Jakże to, pomyślałem! Misyjna telewizja pozwala sobie na taką ekstrawagancję by promować tak odpychające, obsceniczne, oślizłe, obleśne etc. treści? Postanowiłem niezwłocznie bliżej zapoznać się z ofertą Telegazety TVP1 i ofertami tam zamieszczonymi. Dalej było już tylko lepiej. Okazało się, iż obok horoskopów, auto-giełdy, oraz przeróżnych drobnych ogłoszeń na Telegazecie prym wiedzie stary dobry Sex Telefon. Ofert są setki, bez problemu możemy nawiązać telefoniczny kontakt z "Rozpaloną Roksaną" bądź z "Mokrą Żanetą". Wszystkie te atrakcje są w zasięgu ręki i kosztują nas raptem kilka złociszy za minutę rozmowy.

Telegazeta Sex Ogłoszenia

Jak by tego było mało można umówić się za pośrednictwem Telegazety z prostytutką. Ogłaszają się one za pośrednictwem ogłoszeń matrymonialnych jak również stricte towarzyskich, całkiem oficjalnie dając do zrozumienia, iż nie szukają partnera do stałego związku. Nikogo to obecnie specjalnie nie dziwi ani nie szokuje, ale to w końcu reżimowa Telegazeta, a jak wiadomo reżimowa jest misyjna, a co za tym idzie święta. Czyżby drobne niedopatrzenie?

Telegazeta Sex Ogłoszenia

Postanowiłem więc sprawdzić jak wygląda oferta programowa reżimowej TVP1. Skoro Telegazeta "aż kipi" sexem liczyłem na jakieś "smaczki", zwłaszcza po 22-ej. Otworzyłem więc stronę z programem TVP1. Oto co znalazłem (ciekawsze pozycje) :

7:00 Msza święta z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach
Transmisja Mszy Świętej z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach.  

8:40 Ziarno
11 lutego obchodzony jest Światowy Dzień Chorego - na pamiątkę pierwszego objawienia Matki Bożej w Lourdes w 1858 r. Żeby rozweselić chore dzieci, "Ziarno" odwiedzą clowni z fundacji "Dr Clown".  

9:15 Na imię miał Franciszek
Franciszek, syn kupca, sprzeciwia się woli bogatego ojca i poświęca się pomocy biednym. Jego ideały przekonują innych. Przyszły założyciel zakonu franciszkanów zyskuje wielu zwolenników. 

11:30 Sekrety mnichów
Judyta Syrek porozmawia z ojcem Leonem Knabitem o wojnie płci i relacjach damsko-męskich. Dziennikarka zapyta m.in. o to, jak powinna się zachować kobieta, gdy jej mąż ma kłopoty.  

11:45 Między ziemią a niebem
Program o charakterze informacyjno-publicystycznym, na który składają się: serwis informacyjny, komentarz publicystyczny, a także występy artystyczne, prezentacje książek i płyt.  

12:00 Anioł Pański
W każdą niedzielę widzowie są zapraszani do wysłuchania katechezy papieża Franciszka oraz do wspólnej modlitwy Anioł Pański z Ojcem Świętym i wiernymi zebranymi na placu św. Piotra w Watykanie. 

 12:15 Między ziemią a niebem
Program o charakterze informacyjno-publicystycznym, na który składają się: serwis informacyjny, komentarz publicystyczny, a także występy artystyczne, prezentacje książek i płyt.

Na koniec dla odmiany ...

14:30 Puchar Świata w Oberstdorfie
W niemieckiej miejscowości Oberstdorf rozegrane zostaną dwa konkursy lotów narciarskich. Polscy skoczkowie z pewnością będą walczyć o miejsca w czołówce.

Zapewniam Was, to nie program Telewizji TRWAM tylko misyjnej TVP1. Różnica polega na tym, że TRWAM nie wyświetla codziennie nowego odcinka Klanu. 

Telegazeta Sex Ogłoszenia

Reasumując. Można odnieść wrażenie, iż misyjna rola reżimowej TVP1 realizowana jest w myśl starego polskiego przysłowia: "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek". Nie jest więc tak źle jak można się było spodziewać. Czasami przy odrobinie szczęścia trafi się po 22-ej thriller erotyczny, a jeśli jesteśmy rządni mocnych wrażeń możemy sięgnąć głębiej i włączyć "undergroundową" Telegazetę. Ta z pewnością zapewni nam moc wrażeń na długie wieczory. A jeśli po tym wszystkim sumienie nie pozwoli nam spokojnie zasnąć to poranna transmisja Mszy Świętej z Sanktuarium w Łagiewnikach w tandemie z Ziarenkiem sprowadzą nas znowu na właściwą drogę.

Myślicie może, że to zwykły żart? Wymyśliłem sobie zabawną historyjkę. Zapraszam więc na internetową wersję telegazety:

TELEGAZETA

wtorek, 24 stycznia 2017

Srebrny jubileusz Radyjka Babuni

Wśród zaproszonych gości przedstawiciele najwyższych polskich władz z Prezydentem Andrzejem Dudą na czele. Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz wraz ze swoim podopiecznym Bartłomiejem Misiewiczem. Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji Mariusz Błaszczak. Szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Beata Kempa. Posłowie i senatorowie PIS. Cóż to za uroczystość, że wszystkie te tuzy stawiły się karnie w komplecie?


To XXV Rocznica Powstania Radia Maryja. A jak wiadomo Ojcu Dyrektorowi się nie odmawia ...

Po 25 latach, które minęły od założenia Radia Maryja, ojciec Tadeusz Rydzyk może sobie pogratulować, dopiął swego. W godzinie jego triumfu, podczas Jubileuszu Radia Maryja, najwyższe władze III Rzeczpospolitej obsypują go superlatywami, dziękują, gratulują, pokornie chylą głowy przed jego dziełem i nim samym. Należąca do Rydzyka Telewizja Trwam, oprócz  reżimowej TVP, jest miejscem gdzie regularnie goszczą przedstawiciele polskich władz. Stworzona przez redemptorystę Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu jest kuźnią przyszłych polskich elit, które przygotowują się do sprawowania najwyższych urzędów i służby w aparacie państwowym. Nieźle to sobie zakonnik z Torunia obmyślił... Jedno jest pewne, na dzień dzisiejszy, status społeczny Tadeusza Rydzyka jest wyjątkowy, o czym niejednokrotnie mieliśmy okazję się przekonać. Innymi słowy stoi on ponad prawem, ponad społeczeństwem, cieszy się opieką i poparciem najwyższych polskich władz. Wystarczy jedno słowo, jeden gest, a do jego dyspozycji są usłużni i wiernopoddańczy politycy, który z determinacją godną podziwu, zadbają o interesy redemptorysty z Torunia. Wyobrażacie sobie taką władzę w demokratycznym, bądź co bądź, państwie?

Radyjko Babuni Mem na 25 urodziny
Radyjko Babuni ma już 25 lat

Wróćmy jednak do samej imprezy. Zorganizowana z rozmachem i dość pretensjonalna jak można się było spodziewać. Domyślam się, że wysiedzieć cały dzień na "rydzykowej" imprezie to jak przeżyć survival z Berem Gryllsem. Mogłoby człowieka sponiewierać. Może nie ze względu na oprawę "artystyczną" ale wygłaszane tam przemowy. Pomijam przemówienia kleru, ale poziom "włazidupstwa" jaki zaprezentowali zaproszeni na imprezę politycy jest wręcz zatrważający. To nie były zwyczajowe gratulacje i życzenia toruńskiej rozgłośni kolejnych 25 udanych lat. Poniżej zamieszczam odnośniki do przemówień (gdyż nie zamierzam ich publikować), które zostały wygłoszone przez nasze władze podczas Jubileuszu. Radzę się przemęczyć i wysłuchać chociaż kilku fragmentów. Daje to wiele do myślenia.


Przemówienie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy 

List Premier Beaty Szydło 

List Jarosława Kaczyńskiego 

środa, 18 stycznia 2017

Misie Lubisie

Któż z nas nie słyszał o Bartłomieju Misiewiczu i jego błyskawicznej karierze?


Były pracownik apteki w podwarszawskich Łomiankach.
Były członek rady nadzorczej Energa Ciepło Ostrołęka.
Były członek rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej.
Były i obecny rzecznik prasowy MON i dyrektor gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza.

A przede wszystkim prawa ręka Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza. Z zasiadania w Radach Nadzorczych zrezygnował gdy media zainteresowały się jego skromną osobą po tym jak objął ważne stanowiska w MON. Zarzucono mu brak kompetencji; wykształcenia i doświadczenia. Wszystko wskazywało na to, że czwarta władza skutecznie pogoniła młodziana i zmusiła do rezygnacji, ustąpił także ze stanowisk zajmowanych w Ministerstwie. Nie na długo jednak, jak się wkrótce okazało, gdyż jak już wspomniałem, Misiewicz wrócił do MON i piastuje wcześniej porzucone stanowiska.

Bartłomiej Misiewicz
Bartłomiej Misiewicz, 26-letni rzecznik prasowy MON i dyrektor gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza.
Źródło: Wikimedia Commons

Spieszę Was zapewnić, moi drodzy czytelnicy, iż mimo bezczelnej i bezpodstawnej nagonki Bartłomiej Misiewicz może spać spokojnie. Podczas obchodów 25 Rocznicy Powstania Radia Maryja pod swoje skrzydła wziął go sam ojciec Tadeusz Rydzyk. Wsparł Misiewicza takimi oto słowy:

"Koniecznie wśród gości trzeba wymienić Bartłomieja Misiewicza. To jest konieczne dlatego, że ile Pana sponiewierają, to kto to zdoła znieść? Nie łamać się! Alleluja i do przodu! Piorun nie uderza w to, co jest małe. Ma Pan być wielki duchem!"

Pozostała jeszcze kwestia zarobków. Dzięki interpelacji posła Adama Szpałki z Nowoczesnej dowiedzieliśmy się ile złotówek miesięcznie, za pracę w Ministerstwie Obrony Narodowej, otrzymuje Bartłomiej Misiewicz. Wynagrodzenie zasadnicze w kwocie 6070 złotych. Dodatek funkcyjny 1810 złotych. Dodatek specjalny wynosi 4121,24 złotych. Łącznie około 12 tysięcy złotych brutto.

Czas na krótki komentarz. Zastanawia mnie skąd to całe medialne i społeczne oburzenie? Co Was tak dziwi? Przecież dostał wszystko po "kluczu partyjnym", a to w świecie naszej polityki całkiem powszechna praktyka. Jedyny jego grzech to zbytnia pewność siebie, a także dość ostentacyjne afiszowanie się z piastowaną funkcją, chociaż przyznaję, będąc rzecznikiem prasowym ciężko było tego uniknąć. Ale zapewniam Was, Misiewicz nie jest żadnym wyjątkiem. Jemu podobnych jest wielu, różnica polega na tym, że dobrze się kamuflują i nie wychylają. Nie pamiętacie już jak za rządów PO, 23-letnia wówczas, córka ministra Rostowskiego doradzała, ówczesnemu ministrowi spraw zagranicznych, Radosławowi Sikorskiemu?

Władze PIS czują się obecnie na tyle pewnie że nawet nie starają się ukrywać roszad personalnych w podległych państwu instytucjach. Dobrym przykładem były zmiany kadrowe w TVP. A co się tyczy nepotyzmu, kolesiostwa etc. to zjawisko owo było i będzie w myśl złotej zasady polskiego parlamentaryzmu TKM (sami rozszyfrujcie sobie ten skrót).

Obok wysokiej funkcji w aparacie państwowym zwyczajową nagrodą dla zasłużonych partyjniaków jest miejsce przy przysłowiowym korycie. Korytem tym są najczęściej spółki z udziałem Skarbu Państwa. Kolejne ekipy rządzące zgadzają się ze sobą w tej kwestii, synekury należą się im i już! Lojalność należy przecież odpowiednio wynagradzać. Co z tego że za państwowe pieniądze? Pracują w końcu dla dobra Ojczyzny ...

Najzabawniejsze jest to, iż niby wszyscy o tym zjawisku dobrze wiedzą, a patologia trwa i trwać będzie w najlepsze. Witamy w świecie polityki i politykierów.

czwartek, 5 stycznia 2017

Brudny Harry z Filipin

Zapewne, jakiś czas temu, obiło się Wam o uszy, że prezydentem Filipin został dość kontrowersyjny jegomość. W normalnych warunkach mało kto na naszej długości geograficznej odnotował by fakt wyboru nowego prezydenta w odległym azjatyckim kraju. Jednakże metody walki z przestępczością, jakie przyjął nowy prezydent, odbiegające nieco od tak zwanych zachodnich standardów, sprawiły, iż oczy całego świata coraz częściej zwracają się na Filipiny.


Rodrigo Duterte Ostatnia Nadzieja Filipin
Rodrigo Duterte we własnej osobie. Ostatnia nadzieja Filipin.

Myślę, że na wstępie, warto nieco przybliżyć sylwetkę azjatyckiego szeryfa oraz warunki w jakich sięgnął po władzę. Zwie się on Rodrigo Duterte, na karku ma już 71 lat. Przez trzy kadencje pełnił funkcję burmistrza miasta Davao. Jest on człowiekiem spoza, rządzącej przez długie lata Filipinami, polityczno ekonomicznej elity. Ci ostatni to beneficjenci szybkiego wzrostu gospodarczego Filipin. Wąska grupa ludzi, która od lat skutecznie przechwytuje większość dochodów i lokuje je we własnej kieszeni cementując tym samym olbrzymie rozwarstwienie materialne społeczeństwa Filipin. Pojawienie się na scenie politycznej Rodrigo Duterte, dosadnego i doświadczonego, jak się zaraz dowiemy, w "rozwiązywaniu" problemów społecznych, spowodowało, iż olbrzymie masy zwykłych filipińczyków zaczęły pokładać w nim nadzieję na lepsze jutro.

Co tak naprawdę wiemy o Filipinach? Większości z nas, wstyd się przyznać, Filipiny kojarzą się z egzotycznymi wakacjami z katalogu biura podróży. Jeśli jednak zepchniemy egzotykę na drugi plan wyłoni się przed nami kraj borykający się z problemem przeludnienia, kraj w którym panuje biedą, a przestępczość i korupcja sięgają zenitu. Oprócz biedy największym problemem społecznym z jakim borykają się Filipiny jest narkomania i związana z nią przestępczość narkotykowa, która przybrała w tym kraju olbrzymie rozmiary.

Poligonem doświadczalnym Duterte było Davao, miasto na południu Filipin, gdzie jak już wspomniałem było on burmistrzem. Jak przystało na Filipiny miasto miało ogromne problemy z przestępczością, zwłaszcza narkotykową. Duterte uznał, iż konwencjonalne metody walki z przestępczością nie zdają egzaminu. Wyprowadził więc na ulicę ludzi, którzy mając jego błogosławieństwo, na własną rękę prowadzili wojnę z przestępcami. Delikwentów uznanych za przestępców likwidowano w ulicznych egzekucjach bez najmniejszych skrupułów. Co zaś się tyczy samej przestępczości narkotykowej to dostało się zarówno handlarzom jak i narkomanom. By zmniejszyć podaż należy wyeliminować popyt. Kiedy zagraniczne organizacje obrońców praw człowieka podniosły larum, i oszacowały liczbę egzekucji na ponad 700 Duterte najzwyczajniej w świecie sprostował, że było ich co najmniej 1700 ...

"Nie głosujcie na mnie, bo będzie krwawo". Tak lojalnie ostrzegał wyborców Duterte podczas kampanii prezydenckiej. Jak się zapewne domyślacie słowa dotrzymał. Wybory wygrał ogromną przewagą głosów nad swoim konkurentem. Po objęciu władzy metody walki z przestępczością, które przetestował w Davao, rozciągnął na całe Filipiny. Jak już wspomniałem konwencjonalna walka z przestępcami zeszła na drugi plan, utrudniała ją wszechobecna korupcja i bieda. Mówiąc wprost, na ulicach filipińskich miast prowadzona jest brutalna wojna z przestępczością. Uznani za element kryminogenny likwidowani są na miejscu, bez sądu i możliwości odwołania się od wyższej instancji niż pluton egzekucyjny. Rykoszetem obrywa zapewne mnóstwo Bogu ducha winnych ludzi, ale wkalkulowane to zostało przez prezydenta w koszt oczyszczenia filipińskiego społeczeństwa z kryminalistów i narkomanów. Dotychczasowa liczba ofiar nie jest znana, dane szacunkowe mówią o 7 tysiącach zabitych. Trudno stwierdzić na ile są one wiarygodne. Jedno jest pewne, Duterte działa na dużą skalę i wszystko wskazuje na to, że dopiero się rozkręca. Oczywiście nie muszę mówić, iż działania i osoba prezydenta Filipin wywołują na całym świecie ogromne emocje. Od skrajnego potępienia aż do zachwytu nad rzekomą skutecznością jego metod. Co się zaś tyczy organizacji chroniących prawa człowieka oraz ONZ to Duterte pokazuje im środkowy palec i traktuje w sposób, delikatnie mówiąc, lekceważący.

Kampania wyborcza Rodrigo Duterte
Duterte moim prezydentem. Nie! dla prochów, kryminalistów oraz korupcji!

Na koniec kilka próbek dowcipu prezydenta Duterte.

Papież Franciszek, który wizytował Filipiny zasłużył na miano "skurwysyna" odpowiedzialnego za korki na ulicach Manili. Duertere miał zamiar do papieża zadzwonić i powiedzieć mu to osobiście. To taki żart w wydaniu naszego kowboja.

Dostało się też Obamie, który podczas podróży do Azji wyrażał zaniepokojenie z powodu ulicznych egzekucji pod patronatem Duterte. Został więc uczciwie nazwany "skurwysynem", który wtrąca się w nie swoje sprawy. Po takim policzku Obama odwołał spotkanie z prezydentem Filipin ...

Głośna była też sprawa komentarza Duterte do gwałtu zbiorowego i morderstwa pięciu misjonarek do którego doszło w Davao. Kiedy nasz bohater zobaczył jedną z ofiar (obywatelkę Australii), urzeczony jej urodą, wyraził ubolewanie, iż sprawcy nie zaczekali na niego. Burmistrz ma przecież pierwszeństwo ...

Czas na najbardziej pikantny szczegół dotyczący prezydenta Duterte. Nie tak dawno wyznał on, iż swego czasu sam jeździł motocyklem po Davao w poszukiwaniu potencjalnych przestępców. Napotkane szumowiny likwidował osobiście. Dawał w ten sposób przykład swoim podwładnym. Wypowiadając te słowa potwierdził stawiane mu od dawna zarzuty, iż własnoręcznie dokonywał samosądów.

czwartek, 29 grudnia 2016

Herod z Ciemnogrodu

"Ale będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię ...".


Zapewne domyślacie się kto jest autorem tych słów. Tak jest, zgadliście! Nie kto inny tylko miłościwie nam panujący Naczelnik Jarosław Kaczyński. Swego czasu ta jego wypowiedź wywołała spore zamieszanie. Niestety, nawet to szczere wyznanie nie pomogło mu uniknąć karzącej reki sprawiedliwości. Wszystko za sprawą "Fundacji Pro - prawo do życia", która na swojej stronie internetowej STOPABORCJI.PL zorganizowała plebiscyt o nazwie Herod 2016 (to już trzecia odsłona "plebiscytu"!).

Plebiscyt na Heroda roku 2016
Źródło: stopaborcji.pl

Jak tłumaczą organizatorzy celem plebiscytu było, tutaj cytat: "Wskaż osobę publiczną, która w mijającym roku najbardziej przyczyniła się swoją działalnością do pogromu nienarodzonych". W tym roku oberwało się właśnie Jarosławowi Kaczyńskiemu. A oto uzasadnienie wyroku: "Internauci uznali, że najbardziej na tytuł Heroda roku 2016 zasługuje Jarosław Kaczyński, który doprowadził do odrzucenia projektu „Stop aborcji”. Mordowanie dzieci niepełnosprawnych w państwowych szpitalach trwa nadal."

To prawda, realizm polityczny i trzeźwa kalkulacja wzięły górę. Trzeba było wycofać się jak rak i odwrócić kota ogonem tak, aby społeczne oburzenie nie wyszło PIS bokiem. W końcu, jak by na to nie patrzeć, tak zwani obrońcy życia niepoczętego za wszelką cenę stanowią w społeczeństwie zdecydowaną mniejszość. Jednakże dobrze zorganizowaną i głośną. Niewiele brakowało, a zafundowali by Polakom prawdziwą gehennę. Na pocieszenie muszą im wystarczyć dobre intencję i szczere, płynące prosto z serca, słowa Naczelnika, które zacytowałem na wstępie. Wydaje mi się, że wyraził się aż nazbyt dosadnie.

Poza tym trudno przy tej okazji nie odnieść wrażenia, iż prawicowe organizacje wszelkiej maści rozdają nagrody i odznaczenia tylko i wyłącznie swoim. Wyobraźcie  sobie co by to było gdyby tym zaszczytnym tytułem uhonorować jakiegoś, nie daj Boże, lewaka?

Prezydenckie Sztandary

Jak zapewne zauważyliście partia rządząca zagwarantowała sobie monopol na organizację uroczystości państwowych, którym nadaje dość specyficzny ceremoniał na własną modłę.


Gołym okiem widać tabuny kleru towarzyszące najwyższym polskim władzom z okazji każdego święta państwowego. Razem z Policją o porządek podczas uroczystości państwowych troszczy się ONR oraz kilka pomniejszych organizacji nacjonalistycznych (sic!). Przy okazji uroczystości z asystą wojskową odczytywany jest obligatoryjnie tak zwany Apel Smoleński. Status świąt państwowych zyskują powoli miesięcznice smoleńskie odprawiane pod Pałacem Prezydenckim. I tak dalej, i tak dalej. Podobne przykłady w Polsce okupowanej przez PIS można by mnożyć bez liku.

Skoro uroczystości państwowe nabrały już odpowiedniej oprawy czas najwyższy nadać blichtru najwyższym przedstawicielom polskich władz państwowych! Na pomysł obdarowania Prezydenta własną flagą wpadło Stowarzyszenie Rodziewiczów. To Ci sami Rodziewicze, którzy zabiegali o ustanowienia 2 maja Dniem Flagi. Uznali oni widocznie, iż biało-czerwona flaga narodowa nie licuje należycie z powagą prezydenta i należy mu się coś lepszego. Oto co na ten temat ma do powiedzenia prezes Stowarzyszenia : "Uważam, że jesteśmy godni przywrócenia symbolu majestatu naszego państwa. To wielka szkoda, że mamy już ósmą kadencję Sejmu, a wciąż nie udało się przywrócić chorągwi." Chorągiew Rzeczypospolitej, o której mówi prezes Rodziewicz wywodzi się z II Rzeczypospolitej . Posługiwał się nią prezydent Ignacy Mościcki, który 17 września 1939 roku flagę zwinął i zwiał z nią za granicę. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż własną flagę ma nie kto inny tylko prezydent USA! Czy nasz Prezydent doczeka się własnej flagi? Wszystko na to wskazuje. Sprawa jest rozwojowa. Póki co pomysł zaaprobowała senacka Komisja Kultury, uzyskał on też błogosławieństwo  Ministerstwa Kultury oraz MSWiA.

Chorągiew prezydenta Mościckiego Grafika
Chorągiew prezydenta Mościckiego, wzór z roku 1927
 Autor: Poznaniak, Źródło: Wikimedia Commons

Na pytanie czy biało-czerwona flaga narodowa jest dla Prezydenta Polski odpowiednią oprawą i czy należą mu się dodatkowe sztandary odpowiedzcie sobie sami. Ze swojej strony dodam tylko, iż możliwość używania biało czerwonej flagi jest dla każdej instytucji państwowej nie tylko wyróżnieniem ale i zaszczytem. Wszystkie inne symbole zwykle bledną w jej cieniu.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Wieża Babel

Stało się! Po 225 latach oczekiwania ludzka próżność zatriumfowała! 11 listopada, w 98 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, elity polskiego kleru zdecydowały się na wielkie otwarcie molocha o wdzięcznej nazwie Świątynia Opatrzności Bożej.


Dlaczego trwało to tak długo? Wszystko z winy kochanka carycy Katarzyny II, Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz posłów Sejmu Czteroletniego. Po tym jak 3 maja 1791 udało im się w końcu uchwalić Konstytucję, zapragnęli z tej okazji podziękować bożej opatrzności, która nieprzerwanie czuwa nad Rzeczpospolitą i chroni ją od złego, i zafundować jej Świątynię. Jak się okazało na zmianę ustroju Rzeczypospolitej Obojga Narodów było już za późno, trzeci zabór pogrzebał Ojczyznę, a wraz z nią plany budowy Świątyni. Po 123 latach niewoli, wraz z odrodzeniem kraju, odżyły nadzieje na dokończenie dzieła. Niestety i tym razem opatrzność nie pomogła. Druga wojna światowa, a później pół wieku pod rządami komunistów skutecznie paraliżowały aktywność kleru na budowlanym polu. Na szczęście po roku 1989 zabłysła iskierka nadziei. Ówczesny prymas Józef Glemp powrócił do tematu, ale priorytety póki co były nieco inne. Po wielu dekadach zaciskania pasa przyszedł czas na zasłużoną nagrodę. Kler, który przez wszystkie lata niewoli tak aktywnie wspierał starania o wolną Polskę mógł w końcu odebrać zasłużoną nagrodę i nasycić do woli wszelkie materialne ciągoty. Na dziękowanie opatrzności przyszło nam poczekać kolejne 10 lat.

Budowę Świątyni Opatrzności Bożej rozpoczęto dopiero w roku 2002 i jak się szybko okazało jest to przysłowiowy worek bez dna. Budowa pochłonęła już przeszło 220 milionów złotych. Jak się zapewne domyślacie ubogi Kler nie kwapi się by dokładać do interesu. Wszystkie pieniądze na budowę Świątyni pozyskano od darczyńców bądź wydarto na siłę z budżetu Państwa. "Jak to? Z naszych podatków?!", zapytacie. Owszem. Na dodatek, by zamknąć usta protestującym bezbożnikom, zastosowano pewien fortel by pieniądze trafiły na konto Świątyni. Zostały one przekazane na budowę Muzeum Jana Pawła II i prymasa Wyszyńskiego, które powstaje w ramach Świątyni Opatrzności Bożej. Podatnik sponsoruję więc budowę Muzeum, a nie samej Świątyni. Reasumując160 milionów pochodzi więc od darczyńców (na Świątynię), pozostałe 60 milionów (na budowę muzeum) z naszych podatków.

Oto, krótka historia dotacji na Świątynię z budżetu państwa:

2008 - 30 mln zł;
2012 - 4 mln zł;
2013 - 4 mln zł;
2014 - 6 mln zł;
2015 - 16 mln zł;

Chcąc usprawiedliwić dotacje z budżetu Państwa na obiekt sakralny ówczesny minister kultury (2007-2014) Bogdan Zdrojewski skwitował to w następujący sposób: "budowa muzeum Jana Pawła II mieści się w obszarze polskiej racji stanu". Nic dodać, nic ująć.

Chyba nie muszę dodawać, iż na uroczystej mszy z okazji otwarcia Świątyni Opatrzności Bożej nie zabrakło najwyższych przedstawicieli władz państwowych. Był obecny prezydent Andrzej Duda,  premier Beata Szydło, marszałkowie Sejmu i Senatu etc. etc. etc.

Wciąż nie jest za późno by trafić na listę darczyńców, gdyż na wykończenie Świątyni potrzeba jeszcze bagatela 30 milionów złotych. Jeśli będziemy wyjątkowo hojni zasłużymy sobie na tablicę z imieniem i nazwiskiem w Alei Zasłużonych Darczyńców. Jak przekonują na stronie Centrum Opatrzności Bożej tablice takie "Będą najtrwalszą pamiątką po naszym życiu na tym świecie."

Świątynia Opatrzności Bożej Aleja Darczyńców
Świątynia Opatrzności Bożej Aleja Darczyńców
Autor: Happa, Źródło: Wikimedia Commons

Poniżej zamieszczam taryfikator dla darczyńców :

"W jaki sposób można uwiecznić swoje nazwisko na tablicy w Alei Zasłużonych Darczyńców?
Darczyńca, który wesprze Centrum Opatrzności Bożej kwotą powyżej 2000zł może zostać uwieczniony na Zbiorczej Tablicy Upamiętniającej.
Ofiarodawca, który wesprze Centrum kwotą powyżej 5000zł może zostać uwieczniony Indywidualną Tabliczką Upamiętniającą.
Osoba, która wesprze Centrum kwotą powyżej 10.000 zł będzie upamiętniona indywidualną Małą Tablicą Upamiętniającą.
Imię i nazwisko Ofiarodawcy, który wesprze Centrum kwotą powyżej 30.000zł będzie zapisane na Indywidualnej Średniej Tablicy Upamiętniającej.
Darczyńca, który ofiaruje kwotę przekraczającą 50.000zł może zostać uwieczniony Indywidualną Dużą Tablicą Upamiętniającą."
TUTAJ znajdziecie szczegółowe informacje.

Nie codziennie zaszczyca się Opatrzność pomnikiem pychy i próżności tych rozmiarów. Pozostaje mi wyrazić nadzieję, iż nie weźmie nam Ona tego za złe i nie pokarze pomieszaniem języków.